W środę po południu wybrałyśmy się do Westcott. Używałam aplikacji SCOUT na telefonie i wybrałam najszybszą trasę rowerową. Aplikacja nie tylko prowadziła nas czasami z daleka od ulic, co byłoby dość przyjemne gdyby nie fakt, iż niektóre z tych ścieżek nie bardzo były przejezdne dla rowerów.
W drodze do Westcott zamiast jechać 2 godziny jechałyśmy ponad 3. Jakieś 3,5 km przed celem byłam już w stanie zawrócić, miałam już dość. Droga pod górę po małych kamyczkach mnie wykończyła, zastrajkowałam po przejechaniu połowy, ale w końcu zdecydowałam pojechać do końca, stwierdziłam, że jest już tak niedaleko, że jakoś dojedziemy, i dojechałyśmy do placu zabaw gdzie moja córka pobawiła się nieco przed powrotem do domu.
W drodze powrotnej wybrałam trasę samochodową i dojazd do domu zajął nam tylko 2 godziny. Więc jeśli wybierasz się w trasę rowerową to NIE SŁUCHAJ SCOUT'A :)
Wieczorem przejechałam następne 50 km więc przetrenowałam przejechanie 120 km w jeden dzień, o jakies 50 km mniej niż będę musiała pokonywać dziennie, ale... jestem dobrej myśli.
Poniżej przykład ścieżki, która nie była za bezpieczna dla naszych opon, choć piękna. Kilka razy musiałam zejść z roweru bo bałam się, że przyjemność zakończy się przebitą oponą.
A to jest miejsce gdzie miałam już dość, niestety zdjęcie ostatnie zdjęcie nie bardzo pokazuje jak było stromo
A chwilę później miałyśmy przed sobą górkę do zjechania. Zjechałyśmy chyba z połowy, ale nie wydawało mi się, żeby było to bezpieczne więc następną połowę szłam prowadząc rower z córką na siedzonku.
A to zdjęcie zdołu
A to jeszcze jedna niespodzianka, niektóre doły były tak głębokie, że znów musiałam prowadzić rower bo inaczej dotykałabym pedałami to ziemi. Problem w tym, ze nie było za wiele miejsca na pchanie roweru bo ścieżka była taka wąska (spójrz w głębi zdjęcia)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz